Blog instruktora windsurfingu część 1

Blog instruktora windsurfingu część 1.

Najlepsza motywacja na zdanie sesji?

Jaka jest najlepsza motywacja żeby zdać sesję w pierwszych terminach?  Praca, a mianowicie praca, którą się lubi, łączy się z naszą pasją, a do tego jest dobrze płatna. Również dodaje motywacji fakt, że jeżeli zda się ostatni egzamin w czwartek to zdąży się dojechać do Sopotu na sobotnią prognozę i dobrego wave-a.

W każdym razie w tym roku mi się udało i po zaliczeniu ostatniego przedmiotu w czwartek 28 czerwca w Krakowie, już w sobotę rano śmigałem na falach w Sopocie. No może nie do końca śmigałem, bo dopiero zaczynam swoją przygodę z wavem. Więc na razie to bardziej walka o przetrwanie niż skoki, tricki i front loopy, ale i tak jest fajnie.

Sopot pływanie na falach na windsurfingu

Wave w Sopocie

W niedzielę prowadziłem pierwszą lekcję windsurfingu w tym sezonie z 11 letnią Marysią, z którą pływam od dwóch lat. W poniedziałek o 10 startowały zajęcia z moją pierwszą w tym roku grupą, a w następną niedzielę (08.07) byłem już po około 60 godzinach lekcji na wodzie z solidną tygodniową wypłatą, ciemnym Litovelem i pyszną kolacją z Przetwórni.

Po co o tym piszę? Aby pokazać jakim świetnym zawodem na wakacje jest zawód instruktora windsurfingu i zachęcić wszelkich młodych windsurferów, mających zajawkę, do pójścia w tą stronę.

Moja „kariera”.

Ja instruktorem winda zostałem przez przypadek. Otóż będąc na wakacjach w Kuźnicy razem z rodziną zacząłem w końcu łapać pierwsze ślizgi. Mama zapisała mnie wtedy na lekcje startu z wody do instruktora w najbliższej szkółce. Przypadek sprawił, że on następnego dnia po lekcji spotkał nas na ulicy i zaproponował mi prace bosmana, czy to jak inni mówią beachboya, w każdym razie gościa od wynoszenia desek, żagli itd. Jako szesnastolatek, bez żadnych innych planów na wakacje przyjąłem ofertę i następne 45 dni spędziłem w tejże szkółce. Pracuje w niej do dziś jednak od 3 lat już jako instruktor windsurfingu, a nie bosman. Mogłem używać szkółkowego sprzętu za darmo w wolnym czasie także mocno udoskonaliłem swoje umiejętności. Do tego na codzień słuchałem instruktorów podczas lekcji, a wieczorem przy piwku mogłem popytać kolegów z pracy o jakieś rady dotyczące windsurfingu. Dzięki temu bez większych problemów ukończyłem kurs instruktora PSW (serdecznie polecam) i poradziłem sobie kiedy w pierwszej pracy jako instruktor odrazu dostałem siedmioosobową grupę dzieci w wieku 8-12 lat (było wesoło). Polecam powyższą drogę rozwoju „kariery” :).

Ten wpis to rozpoczęcie serii o instruktarzu na windsurfingu z trochę mniej technicznej, a bardziej ludzkiej perspektywy. Nie będe pisał o tym jak prawidłowo zrobić zwrot przez sztag. Będę za to pisał o zabawanych sytuacjach z mojej pracy i ciekawych wydarzeniach, które mogą kogoś czegoś nauczyć. Mam nadzieję, że będzie czytało się przyjemnie.

Powyższy post miał pojawić się w pierwszym tygodniu lipca, a kolejne myślałem, że będę dodawać co tydzień. Jednak sezon jest mocny i ciężko po dziesięciu godzinach na wodzie usiąść do kompa i coś sensownego napisać.

 

3 thoughts on “Blog instruktora windsurfingu część 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *